Jakoś tak wyszło, że zostałam studentką dietetyki na Uniwersytecie Medycznym w Gdańsku. Uwierzcie, że powrót do nauki po roku przerwy...

O dietetyce słów kilka

/
9 Comments




Jakoś tak wyszło, że zostałam studentką dietetyki na Uniwersytecie Medycznym w Gdańsku. Uwierzcie, że powrót do nauki po roku przerwy nie bywa najłatwiejszy (szczególnie jak trzeba to połączyć z pracą na pełen etat), ale chyba nigdy w życiu nie miałam tyle motywacji co teraz! 

Zacznijmy od początku. Chciałabym się z Wami podzielić moimi odczuciami po tych 2 miesiącach studiowania i ,może dla tych mniej wtajemniczonych, pokazać na czym to właściwie polega i z czym to się je (przypominam, że studiuję zaocznie = zupełnie inna bajka).



Stało się. Wybrałam uczelnię medyczną. Nie do końca był to świadomy wybór, wiedziałam jedynie, że chcę iść na uniwersytet. Żadne szkoły policealne, zawodowe nie wchodziły w grę (chyba musiałam zaspokoić moje 'chore' ambicje). Z czym to się wiąże? A no z tym, że pierwszy rok studiów to same przedmioty 'ogólne' czyt. anatomia, fizjologia, chemia żywności, biochemia, więc jeżeli nie wyobrażasz sobie długich godzin spędzonych z atlasem anatomicznym albo opasłym tomem fizjologii to odradzam uniwerki medyczne. Niestety, nie da się uciec od zajęć w prosektorium czy egzaminu z biochemii. W moim przypadku minusem jest niestacjonarny tryb studiowania - 11-godzinny wykład z anatomii, to nie najlepszy sposób na spędzenie sobotniego popołudnia. Ponadto, mam wrażenie, że czasem materiał jest lekko okrojony w porównaniu do dziennych, no i my oczywiście musimy siedzieć nad książkami w domu i do niektórych rzeczy dojść sami. Plan zajęć też pozostawia wiele do życzenia, lekko mówiąc napięty. Zajęcia z WF do 21 w niedzielę są po prostu ciężkie do ogarnięcia, a dojazdy do Gdyni na jeden wykład dość męczące. 



Żeby nie było, że tylko gderam, nie żałuje podjętej decyzji! Mimo że studiowanie zaoczne jest dość specyficzne i za pewno omija mnie 'życie studenckie', to jestem wdzięczna, że mam jakąkolwiek możliwość poszerzania wiedzy i spełnienia swoich marzeń. Cieszę się, że powoli dążę do swoich celów. Poznałam świetnych ludzi, którzy podzielają moją pasję - wymieniamy się swoimi wiadomościami, przepisami itd. Jesteśmy bardzo zróżnicowani, ale z każdym zjazdem poznajemy się coraz lepiej. Przy okazji zapraszam Was na bloga mojej koleżanki z roku (BeFitBeStrong), gdzie znajdziecie mnóstwo ciekawych przepisów na pyszne, zdrowe i dietetyczne jedzonko. 



Szczerze powiedziawszy, nie mogę się doczekać drugiego roku, kiedy zaczną się przedmioty kierunkowe, związane bezpośrednio z żywieniem człowieka. Tymczasem zamierzam ciężko pracować, siedzieć w książkach, zdobywać doświadczenie i jak to się mówi, być najlepszą wersją samej siebie. :)

FACEBOOK / INSTAGRAM








You may also like

9 komentarzy:

  1. Kasia, gdzie z tym Traczykiem?! przywołujesz mój koszmar z ubiegłego roku, mam nadzieję, że Tobie pójdzie z fizjologią dużo łatwiej :D trzymam kciuki, by Twoja motywacja nigdy nie gasła. trenuj ciężko, ucz się dużo, baw się jeszcze więcej! buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Podziwiam, bo nie są to studia łatwe. Z tym że na każdym kierunku zaczyna się od podstaw i wkuwania.

    OdpowiedzUsuń
  3. Moje ukochane miasto Gdańsk <3
    Trzymam kciuki za Twój dietetyczny sukces! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziękuję, że wspomniałaś o mnie :* bardzo się cieszę, że nie muszę znów tego wszystkiego zaliczać.. ale trzymam mocno kciuki za Ciebie i całą resztę, wkrótce będziemy męczyć się razem :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja skończyłam dietetykę na WSUNI-Terra w Poznaniu, też zaocznie i nie mieliśmy zajęć w prosektorium :O

    OdpowiedzUsuń
  6. najważniejsze, że jesteś szczęśliwa w tym co robisz. :) i trzymać tak dalej. a życie studenckie nie wszystkim jest potrzebne, o :D
    co do kierunków Europy Wschodniej to po wizycie na Ukrainie myślę, ze jeśli tylko się uda, będę kontynuować zwiedzanie tamtych rejonów. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. O swoje marzenia trzeba walczyć. Powodzenia! :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Życzę Ci dużo szczęścia i wytrwałości, by dalsze lata przynosiły spełnienie i żeby pod koniec praca sprawiała radość, ja w tym roku bronię pracy licencjackiej, więc dość dużo nauki przede mną ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. W takim razie dołączam się do życzeń wytrwałości w nauce :)

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.