Oczywiście z opóźnieniem, ale powracam! Życie kolejny raz mnie zaskoczyło - tym razem wylądowałam w Niemczech, stąd troszkę zamieszania (o ...

Eurotrip - Lithuania and Latvia part II

/
4 Comments
Oczywiście z opóźnieniem, ale powracam! Życie kolejny raz mnie zaskoczyło - tym razem wylądowałam w Niemczech, stąd troszkę zamieszania (o tym później).

Po całym dniu w Wilnie nie mieliśmy planów co do dalszej podróży, wciąż wahaliśmy się co do trasy. Ostatecznie zdecydowaliśmy się na Rygę, mimo innej waluty i wyższych cen. I bardzo dobrze! Nie żałuję - Ryga ma swój wspaniały, niepowtarzalny klimat.



W drodze do Rygi musieliśmy sobie zapewnić jakiś nocleg. Kolejny raz zdecydowaliśmy się na namioty. Niestety, nie mogliśmy znaleźć odpowiedniego miejsca, więc rozłożyliśmy się blisko czyjegoś domu. Ze strachu nie mogłam zasnąć, szczególnie, że kiedy się położyłam usłyszałam warczenie psa! Rano szybko się spakowaliśmy i ruszyliśmy do stolicy.



Nasz hostel znajdował się na ulicy, która wyglądała jak kadr z Czasu Honoru - akurat podczas naszej wizyty kręcili na niej jakiś wojenny film, więc z okna pokoju mogliśmy trochę podglądać prace na planie filmowym!


Do centrum mieliśmy jakieś 20-30 min. piechotą. W centrum panował zgiełk i harmider - pod tym względem Ryga różni się od Wilna, jest bardziej zatłoczona. Błąkaliśmy się po ulicach i oglądaliśmy wspaniałe kościoły i kamieniczki na starówce, aż trafiliśmy się na Główny Rynek. Mieści się on w wielkich halach (które początkowo wzięliśmy za dworzec). W poszczególnych halach znaleźliśmy różne towary - najbardziej wstrząsnęła mną hala z mięsem. Zapach był okropny, mimo że na górze znajdowały się wielkie wiatraki. Na Rynku udało nam się znaleźć także tanie, regionalne jedzenie. Za miskę chłodniku z kromką chleba zapłaciłam niecałe 0,80 euro, a także spróbowałam pyszne ciastko.
Przed halami można było kupić świeże owoce bądź warzywa, a także chińskie ciuchy, elektronikę itp.


Najedzeni i pełni energii ruszyliśmy dalej. Dotarliśmy do parku, w którym wypożyczyliśmy łódkę i trochę popływaliśmy. Tak przy okazji - beznadziejny ze mnie operator wioseł, prawie zderzyłam się z większą łodzią. Tak upłynął nam cały dzień, jednak powrót do domu okazał się straszny, ponieważ latarnie w ogóle się nie paliły, a ulice tonęły w ciemnościach! Na szczęście w całości dotarliśmy do hostelu i poszliśmy spać. Ryga pożegnała nas mandatem w wysokości 30 euro. Nice.

Następnego dnia spakowaliśmy swoje rzeczy i ruszyliśmy w dalszą podróż - powrót na Litwę. Najpierw zajechaliśmy pod Górę Krzyży. To najdziwniejsze miejsce, jakie kiedykolwiek odwiedziłam. Na małym wzniesieniu znajduje się kilkadziesiąt tysięcy różnorodnych krzyży!


Pogoda nas nie rozpieszczała, było duszno i wszystko się lepiło. Niestety, kiedy zajechaliśmy nad Morze Bałtyckie, zaczął padać deszcz. W Połądze czekała nas kolejna przygoda. Przechadzaliśmy się deptakiem w poszukiwaniu jakiegoś niedrogiego jedzenia. W końcu wybraliśmy jakąś knajpkę, w której panował dosyć spory ruch, kelnerki biegały jak szalone między stolikami. Nasza kelnerka nie ogarniała. Mimo że menu było dostępne również w języku angielskim, ona nie potrafiła się z nami dogadać. Ja dostałam co innego niż zamówiłam, na dodatek musiałam się upomnieć o wodę. Jedzenie było tłuste i niezbyt dobre. W połowie posiłku dostaliśmy już rachunek (nie prosiliśmy o niego), a potem kelnerka ciągle zaglądała czy już położyliśmy pieniądze. Po pewnym czasie zaczął się koncert jakiejś regionalnej 'gwiazdy' disco polo, która wyglądała jak transwestyta z nadwagą (kobieta miała na prawdę męski głos). Wywołało to u nas atak śmiechu. Chyba jako jedyni goście dobrze się bawiliśmy. Niestety, zostaliśmy wyrzuceni z restauracji przez jakiegoś kierownika. Nigdy w życiu nie spotkałam się z tak nie miłym traktowaniem. Uciekliśmy więc z Połągi. Zobaczyliśmy jeszcze Kłajpedę i udaliśmy się do Kowna. Tam już zmęczeni całą podróżą, pokręciliśmy się po mieście i opadliśmy z sił.

Podsumowując, był to jeden z lepszych wyjazdów! Wszystko wychodziło spontanicznie, dlatego mieliśmy wiele przygód. Jest co wspominać. Takie podróże należą do tych męczących - spanie w namiocie, setki kilometrów w samochodzie i dziesiątki zrobione na nogach. Jednak warto było! Polecam wszystkim. :)


You may also like

4 komentarze:

  1. Nigdy nie byłam w tych rejonach...ale widzę, że naprawdę jest tam cudnie...może następnym razem bym tam się udała (?) ;) Skoro jeszcze tak polecasz...ale...w ogóle słyszałam też, że jest tam naprawdę pięknie i warto pojechać... ;]

    OdpowiedzUsuń
  2. uwielbiam Twoje zdjęcia są mega klimatyczne <3

    OdpowiedzUsuń
  3. To faktycznie spontaniczna podróż :) a za co ten mandat ?

    OdpowiedzUsuń
  4. Fajna wycieczka, Takie na spontanie są najlepsze, bo nie wiadomo czego się po nich spodziewać.

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.