Hej :* Życie potrafi zaskakiwać. Nigdy nie pomyślałabym, że pojadę na wakacyjny odpoczynek do naszego północo-wschodniego sąsiada. Pomysł ...

Eurotrip - Lithuania and Latvia part I

/
2 Comments
Hej :*

Życie potrafi zaskakiwać. Nigdy nie pomyślałabym, że pojadę na wakacyjny odpoczynek do naszego północo-wschodniego sąsiada. Pomysł narodził się niespodziewanie i cały wyjazd był bardzo spontaniczny - to o czym zawsze marzyłam!



Moja wyprawa zaczęła się już o 4 nad ranem tydzień temu. Zabrałam swoje manatki (w tym namiot) i ledwo żywa wpakowałam się w pociąg. W Trójmieście czekali na mnie towarzysze podróży. Upchaliśmy wszystko w samochodzie i ruszyliśmy w nieznane. Pierwszym przystankiem był Augustów - szybki obiad, spacer i jedziemy dalej. Przy okazji wykąpaliśmy się w Kanale Augustowskim i skierowaliśmy się na granicę.

LITWA

Muszę przyznać, że byłam pozytywnie zaskoczona. Spodziewałam się biedy, o której tyle słyszałam, a nigdzie nie było jej widać. Litwa to bardzo malowniczy i pełen zieleni kraj, który na pierwszy rzut oka, nie różni się zbytnio od Polski (mają darmowe autostrady!).
W Trokach, niewielkim miasteczku koło Wilna, zaczęliśmy swoje poszukiwania typowo litewskiej kuchni. Wbrew pozorom, nie jest łatwo znaleźć niedrogą i regionalną kuchnię. Trafiliśmy ostatecznie do zatłoczonej restauracji, gdzie dwóch 'grajków' w typie disco-polo dawało swój popisowy koncert. Zamówiliśmy litewski chłodnik i kibinai - pierogi faszerowane mięsem.
Po posiłku i spacerze wokół zamku na jeziorze, musieliśmy znaleźć nocleg. Nie lada wyzwanie! Wylądowaliśmy na małej polanie koło stawu z rybami, która jak się potem okazało, leżała na czyjejś posesji. Było już ciemno, a my musieliśmy rozłożyć dwa namioty. Z pomocą przyszły dwie małe latareczki. Padnięci i wyczerpani poszliśmy spać w tych jakże luksusowych warunkach :) Rano obudziło nas muczenie krowy, która pasła się jakieś 20 metrów od naszego obozowiska. Czym prędzej zwinęliśmy namioty i wróciliśmy do Trok. Poranna higiena polegała na kąpieli w jeziorze.



Czas na Wilno! To właśnie tam skierowaliśmy się w dalszej kolejności. Jak już wcześniej wspomniałam, nasz wyjazd był bardzo spontaniczny, nie mieliśmy nic zaplanowanego. W Wilnie musieliśmy znaleźć hostel, więc błąkaliśmy się po ulicach, aż w końcu trafiliśmy na bardzo przyjazne miejsce, gdzie panie umiały polski i akurat trafił nam się 3-osobowy pokój w cenie 120 litów (dostępny był również parking). Muszę przyznać, że podczas całej  naszej eskapady, ten hostel przypadł mi najbardziej do gustu. Poznaliśmy w nim wspaniałych ludzi - samotnie podróżującego Hiszpana, dwóch młodych Argentyńczyków przemierzających wschodnią Europę na rowerach.






Wykąpani, odświeżeni ruszyliśmy w miasto. Przez około 3 godziny szukaliśmy knajpki na starym mieście. Pani w informacji turystycznej poleciła nam restaurację, w której zamówiliśmy cepeliny i chłodnik. Mmmmm, pychotka! Do tego kelner rozmawiał z nami po polsku, wystrój był klimatyczny, każdy szczegół starannie dopracowany.


 

Wilno bardzo przypadło mi do gustu. W porównaniu do innych europejskich stolic, jest to chyba najmniej zatłoczone miasto. Bardzo dużo mieszkańców zna polski, są otwarci i przyjaźni.

Niestety, cały dzień łażenia po mieście dał się we znaki - na pięcie pojawił się ogromny pęcherz, który skutecznie uprzykrzał mi dalszy wyjazd.

W kolejnym poście trochę o Rydze i nadbałtyckich przygodach.

A jak mijają Wasze wakacje?




You may also like

2 komentarze:

  1. Zazdroszczę takiej spontanicznej podróży !
    Bardzo bym chciała wybrać się w tamte tereny, nie byłam jeszcze w żadnym z tych krajów, a zarówno Litwa i Łotwa, jak i Skandynawia mi się marzą :)
    Czekam na drugą część !

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny wyjazd! Ja jadę do Wilna za tydzień, a mam nadzieję że uda mi się jeszcze w tym roku zobaczyć Rygę! :)

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.