Ostatnie 1,5 miesiąca ciężko walczyłam ze swoimi przyzwyczajeniami, słabościami, a na siłowni wylewałam hektolitry potu. Pewna sukcesu...

Małe wielkie zmiany

/
8 Comments




Ostatnie 1,5 miesiąca ciężko walczyłam ze swoimi przyzwyczajeniami, słabościami, a na siłowni wylewałam hektolitry potu. Pewna sukcesu weszłam na wagę i osłupiałam, ale nie dlatego, że ujrzałam wymarzoną liczbę. Waga stała w miejscu, może wahała się 0,5 kg. Wielki sukces co? Zdenerwowana chwyciłam centymetr i owszem wymiary spadły tu i ówdzie, ale do wymarzonej sylwetki daleka droga. Zawiedziona, zła, smutna zwaliłam wszystko na los, bo przecież mam taki beznadziejny metabolizm, że jem dobrze, a nie chudnę, ćwiczę, a efektów nie ma. I już miałam się poddać, ale.... NIE POTRAFIĘ!

Uspokoiłam się i zaczęłam myśleć. Czy rzeczywiście dałam z siebie 100%? Czy moja dieta była perfekcyjna? Nie. Przypomniałam sobie te wszystkie 'małe' grzeszki, które zawsze zręcznie potrafiłam usprawiedliwić. A to mleko z miodem na bolące gardło, a to kostka gorzkiej czekolady na poprawę nastroju i tak w kółko. Wymówki, wymówki i jeszcze raz wymówki. Kolejna rzecz: za duże porcje. Co z tego, że jadłam gotowanego kurczaka, warzywa i ryż, skoro mój bilans nie wychodził ujemny? Jak zawsze chciałam pójść na łatwiznę i wszystko robiłam 'na oko'.

Zatem czas na zmiany. Powracam do podstaw, o których mi się zapomniało. Kartka, długopis i waga kuchenna to moi nowi najlepsi przyjaciele. Planuję limit 1500-1700 kcal dziennie - ok. 130g białka, 160g węgli i 57g tłuszczy. Cel dalej pozostaje ten sam: redukcja tkanki tłuszczowej (najlepiej do maja, czerwca). Suplementy: męczę dalej Clenburexina, wapń, magnez, tran.Co do treningów to też mała zmiana - trening siłowy dzielony zmieniam na FBW (wkrótce post o tym), wprowadzam powolutku interwały na bieżni. Moim postanowieniem jest również wizyta u lekarza i rozwiązanie w końcu problemu bolących piszczeli.

Dawna Kasia usiadła by w kącie i przytłoczona kolejną porażką przestałaby walczyć. Ale zmieniłam się. Z każdej sytuacji postaram się wyciągać wnioski, przeanalizować ją i naprawić błędy, dostrzec pozytywne aspekty. Mimo że nie mam jakiś spektakularnych osiągów, widzę, że moje ciało ulega zmianom i to na lepsze, kwestia żeby osiągnąć swoje cele sprawniej i szybciej.

Pamiętajcie, że grunt to się nie poddawać i nie oszukiwać samego siebie. Trzymajcie kciuki! :)






You may also like

8 komentarzy:

  1. super, widać u Ciebie wielki potencjał i motywację, a to najważniejsze! :) Kochana, lekarz na pierwszym miejscu! również miałam problemy z piszczelami jeszcze miesiąc temu;) chyba też powinnam kopnąć się w tyłek i ogarnąć swoją dietę, bo mimo że sporo ćwiczę, ruszam się, to te "grzeszki" dość często mnie do siebie przekonują :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Dasz radę, a wagą się tak nie przejmuj. Czasem tak bywa, że pomimo ciężkiej pracy ta ani drgnie, ale może za tydzień lub dwa okaże się, że spadnie ci 2 kg.

    OdpowiedzUsuń
  3. Super!!! zgadzam się z Anią masz wielki potencjał a determinacja to połowa sukcesu!! :) Powodzenia

    OdpowiedzUsuń
  4. Czasem potrzeba czasu. Wytrwasz i wygrasz!

    OdpowiedzUsuń
  5. Przeczytałam jednym tchem! Super determinacja! Waga kuchenna to dobra rzecz, ja już dawno zaprzyjaźniłam się z nią kosztem znajomości z wagą łazienkową. Bardzo pozytywna zmiana :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie wolno się poddawać :) Cały czas do przodu :) Trzymam kciuki:)

    OdpowiedzUsuń

  7. Cześć:)

    Chciałbym Cię serdecznie zaprosić do rejestracji na forum skierowanym szczególnie do blogerów, gdzie możesz się dzielić swoją wiedzą i wsparciem:
    www.twojasylwetka.cba.pl

    OdpowiedzUsuń
  8. Wagą się nie przejmuj. Ważne, że centymetry się ruszają :)

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.