Książek o zdrowym odżywianiu, odchudzaniu czy o treningach jest całe mnóstwo. Bo przecież każdy szanujący się dietetyk, trener czy bl...

'28 dni do Bikini Body' - recenzja książki



Książek o zdrowym odżywianiu, odchudzaniu czy o treningach jest całe mnóstwo. Bo przecież każdy szanujący się dietetyk, trener czy blogger ma na swoim koncie co najmniej jedną pozycję. Czy niosą one jakiś przekaz? Czy w ogóle warto wydawać, często niemałe, pieniądze? Wabią nas kolorowymi zdjęciami, magicznymi przepisami i receptami na sukces. Niestety, mi też zdarzyło się kilka razy naciąć, więc do tematu podchodzę ostrożnie. 

Ostatnio miałam przyjemność zapoznać się z książka '28 dni Bikini Body. Przewodnik po zdrowym jedzeniu i stylu życia' Kayli Itsines. O Kayli pisałam TUTAJ - to australijska trenerka, która stworzyła program 'The Bikini Body Guide', pomagając milionom kobiet w osiągnięciu wymarzonej sylwetki. Czy dała radę również z książką? Spieszę z odpowiedzią!


'28 dni do Biki Body' to niemalże biblia. Liczy prawie 400 stron wypełnionych pięknymi zdjęciami. Co do wydania - nie ma się do czego przyczepić - standardowo fotografie smakowitego jedzenia oraz samej trenerki skutecznie przyciągają uwagę i sprawiają, że masz ochotę zmienić całe swoje dotychczasowe życie!

Książka została podzielona na 3 części - wprowadzenie do planu, rozpiska, i co ciekawe, zamienniki przepisów. Po pierwszych stronach jest nieźle, autorka wyraźnie podkreśla, że kluczem do sukcesu jest pewność siebie, a nie rozmiar. 

"Dla mnie 'bikini body' nie oznacza konkretnej wagi, rozmiaru czy wyglądu. To stan umysłu, gdy jesteś pewna siebie, zdrowa i silna. Kiedy dobrze się czujesz w swojej skórze i w swoim ciele  "

Nie mamy do czynienia z kolejną fit crejzolką zalecającą eliminację prawie wszystkich produktów spożywczych, żywiącą się olejem kokoswym i kiełkami. Kayla otwarcie przyznaje, że propaguje zrównoważoną, urozmaiconą i przede wszystkim prostą dietę, tak aby osiągnąć pożądane efekty, ale również zdrowie. Jej podejście jest bardzo elastyczne, przez co książka może być kierowana do każdej kobiety. Będzie idealna dla totalnych laików, ale również dla osób bardziej świadomych. I za to na prawdę lubię Kayle Itsines. Nie stara się na siłę sprzedać cudownej recepty na płaski brzuch, tylko edukuje i wprowadza w zawiłości prawidłowego odżywiania. Mimo że tytuł wskazuje na określony plan, to tylko początek drogi ku zmianie stylu życia. 

W kolejnych częściach opisane zostały zarówno makro i mikroskładniki diety, witaminy, znajdziemy tam odpowiedzi na nurtujące pytania (np. czy suplementy diety są niezbędne). I w końcu dochodzimy do tytułowego planu! Ale! Co bardzo mi się podoba, nie jest to sztywna rozpiska z wyliczonymi kcal. Trenerka dzieli posiłki według porcji poszczególnych grup produktów, i tak np. śniadanie w opcji A to 2 porcje produktów zbożowych, 1 porcja owoców, 1 porcja nabiału lub jego zamienników (mamy do wyboru 4 opcje A, B, C, D z różnymi wariantami porcji). Oczywiście, jest też sekcja z proponowanymi przepisami (tutaj może pojawić się problem z niektórymi składnikami), znajdziesz tam propozycję fit deserów. Kayla to w końcu trenerka, więc nie obyłoby się bez ćwiczeń, jednak stanowią one nikły ułamek książki.



Podsumowując, '28 dni do Bikini Body' to moim zdaniem pozycja godna polecenia. Merytorycznie bardzo mnie zaskoczyła (oczywiście pozytywnie). Spodziewałam się kolejnego poradnika w stylu 'gluten i kazeina to największe zło świata', tymczasem otrzymałam książkę z bliskim mojemu sercu przekazem - zrównoważona, urozmaicona dieta to klucz do sukcesu. Serdecznie polecam!










  Czasem drogi się rozchodzą. Tak było i w naszym przypadku.   Na blogu już jakiś czas nie pojawiały się post...

Razem czy osobno?

dietetyka 

Czasem drogi się rozchodzą. Tak było i w naszym przypadku.  

Na blogu już jakiś czas nie pojawiały się posty, na fanpage'u na pewno niektórzy z Was zauważyli nieobecność Karola. Niestety (a może stety) , 2018 okazał się dla nas przełomowy pod wieloma względami - Karol nie jest już częścią teamu Sprintem Przez Życie. 

Połączyła nas wspólna pasja, która nigdy nie wygaśnie. 2 lata naszego związku to przede wszystkim cudowne wspomnienia, przeżycia, setki wspólnych treningów, motywacja i zapał, kilkanaście przepisów smoothies, trzy redukcje, dwie masy i wiele innych - to na zawsze pozostanie w mojej pamięci. 




To dla mnie mocny impuls do zmian. Więcej postów, więcej zdjęć, lepszy content -  to moje cele na 2018. Szykuje dla Was też małą wielką niespodziankę - o tym powoli w kolejnych postach. Zostańcie! :)






Zawsze coś było nie tak. Codzienne wzdęcia, bóle stawów, problem z koncentracją. Niby takie niewinne symptomy, na które żaden lekarz ni...

Naleśniki bezglutenowe


Zawsze coś było nie tak. Codzienne wzdęcia, bóle stawów, problem z koncentracją. Niby takie niewinne symptomy, na które żaden lekarz nie zwrócił uwagi.
Tak mijały lata, raz bywało lepiej, raz gorzej - szczerze mówiąc wszyscy zaakceptowali taki stan rzeczy. Aż tu nagle ni stąd, ni zowąd pojawiła się swędząca wysypka. Najpierw łokcie, kolana potem barki i biodra. Alergia? Może łuszczyca? Niestety, to był dopiero wierzchołek góry lodowej.

Tak w skrócie wygląda moja historia. Historia, która doprowadziła mnie do celiakii. Po wizycie u dermatologa udałam się na badania krwi. I wtedy już wszystko potoczyło się bardzo szybko. Wyniki, jak się pewnie domyślacie, nie były po mojej myśli. Oczywiście, pierwszy reakcja to totalne zaprzeczenie ("Przecież to nie mogło spotkać akurat mnie"), następnie oświecenie ("To stąd te wszystkie objawy"), aż w końcu cień nadziei ("Może w laboratorium popełnili błąd, to na pewno nie moje wyniki"). 

Pewnie dla wielu z Was, gluten to tylko przejściowa moda. Kolejna dieta cud, która pozwoli Ci schudnąć 5kg w tydzień. Niestety, dla mnie to wyrok. Codziennie w mojej głowie pojawiają się sytuacje, w które bezglutenowy tryb życia to problem - ślub, podróże, jedzenie na mieście. I wpadam w panikę - jak ja sobie z tym wszystkim poradzę? Początkowo, te bariery były dla mnie nie do przeskoczenia. Ale szybko przypomniałam sobie, że lubię wyzwania. I właśnie tak potraktowałam moją chorobę - jako nowe wyzwanie. Krok po kroku wprowadzałam małe zmiany w mojej kuchni, lodówce czy w stylu życia. I dzięki temu dzisiaj, mogę Wam zaprezentować nowy przepis i stwierdzić, że zaakceptowałam swoją odmienność. Przejdźmy więc do rzeczy i zabierajmy się za naleśniki!


Naleśniki bezglutenowe
- mieszanka mąk: 162g ryżowej, 55g ziemniaczanej, 20g kokosowej
- 3 jajka
- 2 szklanki mleka (u mnie bezlaktozy)
- łyżka rozpuszczonego masła, schłodzonego
- szczypta soli
Mieszankę mąk mieszamy z solą. W osobnej misce ubijamy jaja, dodajemy masło i mleko. Mieszamy. Następnie łączymy masę z mąką i mieszamy, aż uzyskamy gładkie ciasto bez grudek. Smażymy na małej ilości tłuszczu (ja posmarowałam patelkę cieniutką warstwą oliwy z oliwek).


Przepis jest banalnie prosty, a całe przygotowanie trwa 5 minut. Sama byłam pod wrażeniem jak łatwo się smażą, nie przywierają, są bardzo podobne do naleśników z mąki pszennej. Nadają się zarówno do słodkich farszów (u mnie z jabłkami i cynamonem) lub jako tortilla. Dajcie znać, czy smakowały!







FACEBOOK / INSTAGRAM

O tym, że warto (a nawet trzeba!) pić wodę, nie musz ę już nikogo w dzisiejszych czasach przekonywać. Pozostaje natomiast kwestia jakoś...

Dzbanek filtrujący Aquaphor


O tym, że warto (a nawet trzeba!) pić wodę, nie muszę już nikogo w dzisiejszych czasach przekonywać. Pozostaje natomiast kwestia jakości takowej wody. Zastanawiałeś się jaką pić najlepiej?

Jestem szczęściarą, ponieważ w moim regionie przysłowiowa kranówka jest 'smaczna'. Nie zalatuje chlorem, nie jest zbyt twarda, taka w sam raz. Niestety, nie w każdym rejonie Polski sprawa wygląda tak kolorowo. Jakie jest na to rozwiązanie? Dzbanek filtrujący!

Na rynku istnieje wiele firm, które takie cudeńka produkują. U mnie wybór padł na Aquaphor Onyx.


Po pierwsze, dzbanek ten wyróżnia się unikalnym designem. Różni się kształtem od standardowych produktów, a na dodatek jest większy (pojemność tego modelu to aż 4,2l). Muszę przyznać, że ładnie prezentuje się w kuchni. Jest jednak jedno 'ale'. Mam kilka zastrzeżeń co do jakości wykonania. Pokrywka jest zrobiona z gorszego plastiku i wydaje się jednym słowem dość 'tania'. 

Po drugie, filtry są bardzo wydajne! Nie muszę się martwić, żeby zmieniać filtr co 1-2 tygodnie, ponieważ spokojnie wytrzymają ponad miesiąc (producent podaje 2 miesiące). W górnej części dzbanka umieszczony został wskaźnik zużycia dzbanka, przez co użytkowanie jest niezmiernie łatwe i zawsze możesz sprawdzić, ile filtr pożyje. 

Po trzecie, woda przefiltrowana jest smaczniejsza. Może nie uda Ci się dostrzec tej różnicy, nie każdy zwraca na to uwagę. Natomiast dla mnie, woda jest 'lżejsza', pozbawiona jakiejkolwiek woni czy metalicznego posmaku. Pamiętaj, że stosowanie dzbanka, da Ci pewność, że to co pijesz, jest pozbawione metali ciężkich oraz innych zanieczyszczeń takich jak pestycydy. Jednym słowem: bajka!

No i przede wszystkim wygoda! Nie muszę latać do sklepu po butelki wody, wystarczy, że codziennie rano zaleję dzbanek. Zdecydowanie polecam dzabnek Aquaphor :)





 



FACEBOOK / INSTAGRAM

PS. Jeżeli pragniesz zawalczyć o sylwetkę i dobre samopoczucie a także zdrowie, koniecznie napisz do mnie maila (sprintemprzezzycie@gmail.com). Chętnie podejmę z Tobą współpracę i rozpiszę jadłospisy :)
Obsługiwane przez usługę Blogger.